Niecały miesiąc temu otrzymałam jak mi sie wydawało szansę na lepsze życie. Pojechałam po marzenia jak i myślałam,że skoro darowano mi konia to nie będę mu zaglądać w zęby... Ale się pomyliłam, Koń to duża odpowiedzialność jak i co z tego,że darowany i mówię tu teraz o przysłowiowym a nie o prawdziwym koniu a jeszcze nie aż tak dawno entuzjastycznie pisałam o tym na innym moim blogu:
https://dash-berlin.blogspot.com/2026/01/czy-to-bya-podroz-po-marzenia-czy-to-by.html
Niby podróż po marzenia ale ten koń po kilku tygodniach zaczął mnie kopać i być przeciwko mnie stąd tez musiałam się z nim rozstać i postanowiłam ratować to,co do tej pory miałam więc napisałam do innych a inni mi odpisali i mają mi dać znać w ten piątek czy coś się ruszy do przodu i dam znać na którymś z moich blogów. Nie było mi łatwo podjąć tę decyzję z tym koniem jakiego mi podarowano ale naprawdę jestem dobrej myśli,ze uratuję to co do tej pory miałam.
Napiszę jak już to załatwię co to był za koń jak i gdzie podróżowałam ale jedno jest pewne-nie poddaję się a owy darowany Koń z Valony to już przeszłość... Oby było mi lepiej tam gdzie teraz idę a moje obawy się nie potwierdziły. Działam jak mogę i obym coś zdziałała. A tymczasem zbliża się 9-ty kwietnia jak i kolejna rocznica mojego pobytu w Zaczarowanej Krainie. I płakać mi się chce... Nic nie jest w stanie mi poprawić humoru ani abym mogła ułozyć sobie życie po swojemu...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz