Co innego jest zakochać się na wakacje w medycynie sądowej jak ja to uczyniłam w 2002 roku będąc młodą jeszcze osobą a co innego jest dawać doopy przygodnym i poznanym w wakacje facetom. Takie kobiety jakie opisuje ten artykuł naprawdę są moim zdaniem zeshmatzone bo kto normalny zachodzi w ciążę czy współżyje z facetem jakiego ledwo się zna:
Nigdy nie lubiłam wakacji czy czasu wolnego typu weekendy. Zawsze denerwuje mnie wakacyjna miłość. Nie każdy kto nam mówi czy pisze,że jesteśmy takie "piękne" ma wobec nas dobre intencje. Możliwe,że taka osoba chce się nami zabawić i nie będzie chciała brać potem odpowiedzialności za ewentualne konsekwencje jakie mogą w wyniku tego nastąpić. Wszelakie związki a co za tym idzie dzieci w wyniku ich powstałe są chore!!!
Jak czytam takie artykuły gdzie to kobieta bo dokonała aborcji ciąży powstałej w wyniku wakacyjnej miłości do tego stopnia,że wylądowała na terapii to naprawdę terapia takiej pomoże "wymazać" wyrzuty sumienia bo miła pani psycholog radzi jak "kochać siebie i to biedne nic nie winne maleństwo"!!! Gardzę takimi kobietami jakie skończyły jak ta z tego artykułu:
"29-latka podkreśla, że korzystała z pomocy terapeuty, żeby uporać się z żalem i poczuciem winy. - Ta ciąża była jak przyspieszona lekcja dorastania, chociaż nie donosiłam jej do końca. Mam wrażenie, że nie jestem już tą samą osobą, którą byłam wtedy. Mam większą świadomość konsekwencji moich działań. Tak, czasem myślę "co by było, gdyby", ale raczej nie żałuję. Ja miałam naprawdę piękne dzieciństwo."
Ja pięknego dzieciństwa nie miałam bo szybko płciowo dojrzałam. Byłam bardzo wysoka i mając lat 9 mierzyłam już około 140-145 cm wzrostu czyli tyle ile normalne 12-latki wtedy mierzyły. Miesiączkę też dostałam bardzo wcześnie więc będąc świadomą po dziś dzień,że z każdego nawet najbardziej zabezpieczonego sexu może wyjść mały człowiek nie współżyję do dziś i taka jest prawda.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz